Po co żyć?

Myślę, że wielu z nas zadało sobie to pytanie choć raz. Powiem wam szczerze, że jeszcze niedawno zastanawiałam się nad tym codziennie. Rodzimy się, nawet nie zdajemy sobie z tego sprawy. Nie pamiętamy dnia, w którym pierwszy raz ujrzeliśmy blask, nie pamiętamy dnia, w którym poznaliśmy  naszych bliskich. Idąc dalej, każdy się nami opiekuje, prowadzi za rączkę, ubiera nas, karmi, troszczy się. Bawimy się w przedszkolu, poznajemy rówieśników, zawieramy może nawet pierwsze przyjaźnie. Błogi stan zakorzenia się w nas w najlepsze, ale zaczynamy szkołę i w najczęstszych przypadkach na tym kończy się to przyjemne bytowanie. Koledzy i koleżanki nie są tacy mili, zaczyna się wyśmiewanie, które coraz bardziej rozumiemy.  Ile to traum zdążyła spowodować szkoła? Wiele. Może nie wszystkie są takie poważne, ale dlaczego ludzie muszą je mieć? Kolejna sprawa to natłok nauki, przyswajanie informacji, które często są nam najzwyczajniej w świecie niepotrzebne, bo przecież i tak na końcu ich nie pamiętamy. Gubimy się w systemie oceniania, nie nadążamy za tym, że zazwyczaj od tych wyników zależy nasze późniejsze życie. I tak w kółko i w kółko. Ciągle coś nowego, czego nie jesteśmy w stanie ogarnąć. Po szkole musimy się zastanowić co dalej. Na końcu i tak słyszymy jedno wielkie, rzucone w naszą stronę "Żyj" z pogardą w głosie. Tylko... jak?


Tym postem chciałabym was zachęcić do zwracania uwagi na swoje zdrowie psychiczne. Na pewno są sprawy, których nie poruszyłam tutaj, które krążą gdzieś w waszej głowie. Proszę, nie lekceważcie ich. Starajcie się znaleźć osobę, która mimo wszystko - mimo trudności i mimo własnych problemów, postara się was wesprzeć. Nie bójcie się mówić o sobie, o swoich potrzebach. Jak żyć i po co? Nikt nie zna na to odpowiedzi, która idealnie wpasowałaby się w twoje definicje. Dlatego zastanów się. Co najbardziej uszczęśliwiłoby...

Ciebie?

~ Cestlavie

Komentarze

  1. Hej :)
    Nie umiem pogodzić się z tym,że własnie takie jest życie.Nie widzę w nim głębszego sensu.I nie żebym miała jakas depresję czy była nieuleczalnie chora..nie,choć idealnie nie jest :) Mam córkę,kocham ją i jest moim oczkiem w głowie,ale nie potrafię jej nazwać sensem mojego życia.Bo Ona jest właśnie bohaterką z Twojego postu..Wyczekana,chciana,kochana,choć jej rodzice nie umieją kochać siebie,aby przez to kochać lepiej ją,jeszcze beztroska kilkulatka,ale za chwilę...wpadnie w paszcze lwa, zacznie borykać się z trudnym światem szkolnym,potem niby ta przereklamowana młodośc,gdzie jedni krzyczą "baw się!korzystaj" a z drugieej strony slychać "nie na tym życie polega","myśl o innych,nie o sobie" lub też tak często powtarzane i modne "znajdz złoty środek" .A weź i znajdz! I tylko co raz szybciej,co raz dalej,co raz bardziej.Ale do czego i po co?
    Pozdrawiam serdeczne :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz